PRZEMYŚLENIA #51

Rodzaje kapitanów #1

Temat jest rozwojowy i planuję go uzupełniać w miarę swojego doświadczenia. Obecny tekst potraktujcie zatem jako część pierwszą. Poniżej moje studium rozpracowywania gatunków kapitanów, z którymi musi się zmierzyć początkujący pierwszy oficer. Taki mały poradnik, kogo może spotkać na swojej drodze początkujący i jak reagować na takich osobników, aby nie dać ciała… Aha! Dla sztywniaków z kijem od miotły w tyłku: poniższy tekst potraktujcie na luzie… bez spiny…

Kapitan Meteorolog:

Często mówi: „latanie w tej firmie straciło już klimat”. Mówiąc to, w jego oczach i zachowaniu, można wyczuć sentymentalną nutę powrotu do młodości. I o to właśnie chodzi, o powrót do lat młodzieńczych i tęsknotę za tym beztroskim okresem. Sam kapitan tego nie przyzna. Powie, kiedy zapytamy, że teraz jest dużo biurokracji, formularzy, procedur, że to już nie to samo, kiedy latał Iłami od Iranu, szmuglując przy okazji całe hektolitry szkockiej, żeby pogonić ją z zyskiem niepijącym muzułmanom. Co możemy zrobić? Jeżeli chcemy posłuchać ciekawych opowieści, możemy  opuścić wzrok i udawać, że zatapiamy się w naszej wybujałej wyobraźni, wyobrażając siebie naszego kapitana młodszego o 30 lat i próbującego opchnąć wódę jakiemuś gościowi w turbanie, na ośle, na pustyni… jeżeli nie chcemy tego słuchać, mówimy coś w stylu: „widziałeś ten wskaźnik ciśnienia oleju w prawym silniku? To tak ma być??!?!”. Wyrwiemy tym samym naszego kapitana z monotematycznego letargu i opowiadań po raz setny historii, które już znamy od kilku lat…  I nie mówcie mu, że jak na tą chwilę, to wam się podoba to latanie. Popatrzy wtedy na was z politowaniem i powie: ”Zobaczysz za 10 lat, jak zostawi cię żona, a twoje dzieci zapomną twojego imienia…”…

Kapitan Brązowe Majtki.

Kiedy na niebie pojawi się maleńka chmurka, z miejsca uruchamia radar i sprawdza, czy nie czai się tam jakaś wielka burza. Omija ją w odległości 30 mil, tłumacząc się wątłymi przepisami, często istniejącymi tylko w jego głowie, oraz strasznymi historiami sprzed lat, kiedy to o mało co, nie stracił życia swojego i swoich pasażerów, wlatując w taką właśnie, niepozorną chmurkę, ponoć było to nawet niedaleko od miejsca, gdzie aktualnie się znajdujecie. Ten strach zaczyna przelewać się na waszą stronę kokpitu i siać w waszej głowie pytania typu: „czy ja czegoś może nie wiem???”. Co możemy zrobić? Nic. Nie próbujcie mu przypadkiem mówić, że w tej chmurce niczego złego nie ma. Pogorszycie tylko sytuację i sprawicie, że ów kapitan potraktuje was jako niebezpiecznych, szastających życiem swoim i pasażerów, psychopatą. Dlatego przytaknijcie, powiedzcie, że rzeczywiście może tam coś być, i wywołajcie na radiu radar i poproście o 20 stroni w lewo dla ominięcia burzy, przez następne 50 mil…

Dobra… tyle na dzisiaj… żeby nie było, że jest za dużo tekstu. Poza tym, padam na ryj i idę spać… Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *